Skip to Main

Ojczyzna to również krajobrazy, puszcze, góry, doliny, rzeki, rośliny i zwierzęta. Myśl Władysława Szafera

W. Szafer

Władysław Szafer nie był filozofem politycznym, ideologiem ani autorem programu, który można byłoby bez zastrzeżeń nazwać zielonym konserwatyzmem. Był przede wszystkim przyrodnikiem: botanikiem, fitogeografem, paleobotanikiem, historykiem nauki, nauczycielem i organizatorem instytucji. W jego pismach nie znajdziemy rozwiniętej teorii konserwatyzmu, a tym bardziej języka współczesnych sporów ekologicznych. Nie oznacza to jednak, że jego dzieło pozostaje bez znaczenia dla konserwatywnego namysłu nad przyrodą. Przeciwnie, biografia i działalność Szafera odsłaniają sposób myślenia, w którym ochrona natury łączy się z odpowiedzialnością za dziedzictwo, przywiązaniem do ojczystego krajobrazu, szacunkiem dla ciągłości kultury, roztropnością w gospodarowaniu oraz nieufnością wobec krótkowzrocznej modernizacji.

Najwłaściwiej byłoby zatem powiedzieć, że Szafer nie był zielonym konserwatystą w dzisiejszym znaczeniu, ale jego dorobek może zostać odczytany jako jedno z ważnych polskich źródeł takiej postawy. Źródło tym cenniejsze, że zakorzenione nie w modzie intelektualnej ani w zapożyczonym języku, lecz w konkretnym doświadczeniu polskiej ziemi, odradzającego się państwa, uniwersytetu, krajoznawstwa i ochrony miejsc, których nie da się odtworzyć po ich zniszczeniu.

Przyroda ojczysta, czyli coś więcej niż zasób

“Tak długo lice ziemi naszej zachowa w pełni urok i piękno, jak długo w chmurach nad Tatrami, krążyć będzie orzeł, nad wodami wnosić się będzie szafirowy zimorodek, nad łąką górską motyl apollo, a w lesie polskim królować będą żubry, łoś i niedźwiedź”.

Jednym z najbardziej znaczących określeń związanych z działalnością Szafera pozostaje tytuł założonego przez niego czasopisma: „Chrońmy Przyrodę Ojczystą”. Nie chodzi tu jedynie o sentymentalne przywiązanie do polskich lasów, gór i rzek. Przymiotnik „ojczysta” wskazuje na określoną relację pomiędzy człowiekiem, wspólnotą i miejscem. Przyroda nie jest w tym ujęciu anonimowym środowiskiem, zbiorem surowców ani przestrzenią, którą można dowolnie przekształcać. Jest częścią ojczyzny, a więc rzeczywistości zastanej, odziedziczonej i współtworzącej tożsamość wspólnoty.

Ojczyzna nie składa się wyłącznie z historii politycznej, języka, instytucji i dzieł kultury. Tworzą ją również krajobrazy, puszcze, góry, doliny, rzeki, gatunki roślin i zwierząt oraz pamięć związana z konkretnymi miejscami. W takim rozumieniu ochrona przyrody nie jest dodatkiem do patriotyzmu, lecz jednym z jego wymiarów. Nie można bowiem poważnie mówić o miłości do kraju, jeśli pozostaje się obojętnym wobec niszczenia jego najbardziej charakterystycznych krajobrazów i najcenniejszych obszarów.

Szafer wyraźnie łączył poznanie rodzimej przyrody z kształtowaniem postawy patriotycznej. W jego działalności popularyzatorskiej powracało przekonanie, że prawdziwe poznanie kraju prowadzi do jego umiłowania, a kontakt z ziemią rodzinną jest jednym z fundamentów więzi narodowej. Nie był to patriotyzm abstrakcyjny ani wyłącznie ceremonialny. Wymagał on wędrówki, obserwacji, nauki, rozpoznawania gatunków, rozumienia historii krajobrazu oraz szacunku dla lokalnej specyfiki.

W tym sensie Szafer reprezentował patriotyzm krajobrazu. Nie sprowadzał ojczyzny do granic administracyjnych. Widział ją jako wspólnotę ludzi, historii i natury. Takie ujęcie pozostaje bliskie konserwatywnemu przekonaniu, że więź z krajem rodzi się z przywiązania do rzeczy konkretnych: rodzinnej ziemi, znanego widoku, lokalnego obyczaju, odziedziczonej instytucji i świata, którego nie wybraliśmy, lecz który został nam powierzony.

Ochrona jako zachowanie, nie przebudowa

Samo pojęcie ochrony ma charakter głęboko zachowawczy. Oznacza ono uznanie, że istnieje coś wartościowego przed naszym działaniem i niezależnie od naszej woli. Chronić można tylko to, czego nie uważa się za własny produkt. Przyroda domaga się ochrony właśnie dlatego, że człowiek nie jest jej absolutnym twórcą i właścicielem.

W działalności Szafera widać wyraźnie przekonanie, że nie każda zmiana jest postępem, nie każda inwestycja jest dobrodziejstwem, a nie każda techniczna możliwość powinna zostać wykorzystana. Jego wieloletnia walka o parki narodowe, rezerwaty i pomniki przyrody była sprzeciwem wobec traktowania świata naturalnego jako pustej przestrzeni przeznaczonej do zagospodarowania. Szczególnie mocno ujawniało się to w sporach o Tatry, Puszczę Białowieską, Pieniny, Babią Górę i dolinę Prądnika.

Szafer uważał, że park narodowy powinien przede wszystkim pozostawać ostoją pierwotnej przyrody. Ochronie podlegać miały nie tylko poszczególne gatunki, lecz cały naturalny krajobraz wraz z jego elementami: roślinnością, zwierzętami, skałami, źródłami, jeziorami i wodospadami. Jego zdaniem właściwą miarą kultury narodu była zdolność zachowania umiaru w urządzaniu i udostępnianiu takich miejsc.

To pojęcie miary jest kluczowe dla konserwatywnego odczytania Szafera. Nie postulował on całkowitego wycofania człowieka ze świata przyrody. Dopuszczał obecność tradycyjnego pasterstwa w krajobrazie Tatr czy Czarnohory, ponieważ wyrastało ono z lokalnej historii i przez pokolenia współtworzyło charakter miejsca. Sprzeciwiał się natomiast gwałtownej modernizacji, obcemu osadnictwu, niekontrolowanej rozbudowie dróg, kolejek, schronisk, przemysłu i handlu.

Różnica przebiegała więc nie pomiędzy naturą a człowiekiem, lecz pomiędzy formami ludzkiej obecności. Człowiek zakorzeniony, gospodarujący w sposób ukształtowany przez miejscową tradycję, mógł być elementem krajobrazu. Człowiek podporządkowujący miejsce logice masowej konsumpcji, pośpiechu i technicznej ekspansji stawał się dla tego krajobrazu zagrożeniem.

Jest to stanowisko dalekie zarówno od bezwzględnego ekonomizmu, jak i od abstrakcyjnego wykluczenia człowieka z przyrody. Szafer nie idealizował każdej działalności lokalnej tylko dlatego, że była ludzka, ale też nie uważał człowieka za intruza z samej jego natury. Poszukiwał właściwej miary, a więc takiej obecności, która szanuje charakter miejsca, jego granice i jego zdolność do trwania.

Konserwatyzm odpowiedzialności

W myśli konserwatywnej szczególne znaczenie ma odpowiedzialność wobec tego, czego nie stworzyliśmy i czego nie mamy prawa całkowicie zużyć. Dotyczy to instytucji, kultury, prawa, języka, obyczaju, ale również świata przyrody. Każde pokolenie otrzymuje określone dziedzictwo i może je albo przekazać dalej, albo roztrwonić.

Działalność Szafera można odczytać właśnie w perspektywie takiej odpowiedzialności. Jego wysiłki nie ograniczały się do zachowania przyrody na czas własnego życia. Tworzył instytucje, szkoły naukowe, czasopisma i formy społecznego zaangażowania po to, aby troska o naturę mogła przetrwać jego pokolenie. Nie wystarczały mu pojedyncze akcje ani doraźne protesty. Dążył do budowania trwałego ładu ochronnego.

Współtworzył Państwową Radę Ochrony Przyrody, inicjował działalność Ligi Ochrony Przyrody, zakładał pisma naukowe i popularnonaukowe, organizował zakłady badawcze, kształcił uczniów oraz zabiegał o zakorzenienie ochrony przyrody w strukturach państwa i nauki. Jego dziedzictwem nie jest zatem tylko lista uratowanych miejsc. Jest nim również sieć instytucji, praktyk i środowisk, które miały podtrzymywać ochronę przyrody jako trwały obowiązek publiczny.

W tym sensie Szafer był człowiekiem instytucji. Rozumiał, że nawet najszlachetniejsze przekonania pozostają bezsilne, jeśli nie zostaną wcielone w organizacje, prawo, edukację i obyczaj. Konserwatyzm nie polega przecież jedynie na deklarowaniu szacunku dla tradycji, lecz na tworzeniu warunków, dzięki którym rzeczy wartościowe mogą rzeczywiście trwać.

Jednocześnie działalność Szafera pokazuje, że instytucjonalizm nie musi oznaczać urzędniczej bierności. Przeciwnie, sam krytykował model dyrektora parku narodowego jako zwykłego urzędnika lub odmianę leśniczego. Oczekiwał od niego charakteru, autorytetu, odwagi i zdolności wychowywania społeczeństwa, a nawet władz. Instytucje miały być żywe, nasycone etosem i kierowane przez ludzi świadomych służby wobec dobra większego niż ich stanowisko.

Nauka w służbie narodowych potrzeb

Szafer nie pojmował nauki jako działalności całkowicie oderwanej od życia wspólnoty. Pod wpływem Mariana Raciborskiego uczył się, jak popularyzować wiedzę, organizować muzea lokalne, rozwijać ochronę przyrody i – jak sam to ujmował – naginać naukę do narodowych potrzeb.

Sformułowanie to może dzisiaj budzić obawy, jeśli kojarzy się z politycznym podporządkowaniem badań. W przypadku Szafera oznaczało jednak coś innego. Nauka miała pozostawać wierna prawdzie, ale równocześnie odpowiadać na realne potrzeby społeczeństwa: poznanie własnego kraju, ochronę jego dziedzictwa, wychowanie młodzieży, rozwój instytucji oraz zapobieganie nieodwracalnym zniszczeniom.

Nie był więc uczonym zamkniętym w laboratorium. Prowadził badania, tworzył syntezy naukowe, popularyzował wiedzę, ale równocześnie uczestniczył w pracach komisji państwowych, zabiegał o zmiany prawne, prowadził spory z administracją i przekonywał opinię publiczną. Trudno znaleźć drugiego polskiego uczonego XX wieku, który w podobnym stopniu łączyłby autorytet naukowy z praktyką budowania państwowej polityki ochrony przyrody. Nie traktował wiedzy jako dobra prywatnego ani jako narzędzia kariery akademickiej. Miała ona służyć wspólnocie.

W tym sensie jego postawa przypomina klasyczne rozumienie inteligencji jako warstwy odpowiedzialnej za dobro publiczne. Profesor uniwersytetu nie ograniczał się do opisu świata. Czuł się współodpowiedzialny za jego przyszły kształt. Dlatego angażował się w tworzenie parków narodowych, ratowanie żubra, ochronę pomników przyrody, rozwój ogrodów botanicznych, organizowanie muzeów, kształcenie nauczycieli i popularyzację wiedzy. W jego przekonaniu uczony nie powinien zamykać się w świecie specjalistycznych publikacji, lecz uczestniczyć w życiu narodu.

Ta postawa szczególnie wyraźnie ujawniła się w okresie odbudowy państwa po odzyskaniu niepodległości. Dla Szafera odrodzona Rzeczpospolita potrzebowała nie tylko administracji, armii czy infrastruktury, lecz również świadomej polityki ochrony własnego dziedzictwa przyrodniczego. Nie przypadkiem już w pierwszych latach niepodległości angażował się w prace nad ochroną Puszczy Białowieskiej, Pienin czy Tatr. Wiedział, że państwo, które nie potrafi zachować najcenniejszych fragmentów własnego krajobrazu, zubaża samo siebie.

Państwo jako strażnik dobra wspólnego

Współczesne dyskusje o ochronie przyrody często przeciwstawiają państwo społeczeństwu albo państwo rynkowi. U Szafera taki podział właściwie nie występuje. Nie oczekiwał, że przyrodę ochronią wyłącznie prywatni właściciele, organizacje społeczne ani spontaniczne mechanizmy gospodarcze. Zarazem nie wierzył w skuteczność samego prawa, jeśli nie będzie ono wsparte autorytetem nauki i wychowaniem obywateli.

Państwo miało dla niego rolę służebną wobec dobra wspólnego. Park narodowy nie był własnością urzędników ani lokalnych interesów, lecz dobrem całego narodu. Dlatego decyzje dotyczące jego przyszłości nie mogły być podejmowane wyłącznie w oparciu o doraźny rachunek ekonomiczny. Wymagały spojrzenia dłuższego niż jedna kadencja, jeden budżet czy jedno pokolenie.

Znamienne, że nawet wtedy, gdy godził się z ograniczeniami gospodarczymi młodej II Rzeczypospolitej, nie porzucał celu, jakim była możliwie pełna ochrona najcenniejszych obszarów. Doskonale rozumiał dramat państwa wyniszczonego wojną, które potrzebowało drewna, surowców i dochodów. Pisał wprost, że w tamtych warunkach całkowite wyłączenie Puszczy Białowieskiej z eksploatacji mogło przekraczać możliwości kraju. Nie oznaczało to jednak zgody na trwałą rezygnację z ochrony. Był to kompromis wymuszony okolicznościami, a nie zmiana zasad.

Właśnie ta zdolność odróżniania tego, co trwałe, od tego, co doraźne, stanowi jedną z najbardziej konserwatywnych cech jego myślenia. Zasady pozostawały niezmienne, choć sposoby ich realizacji mogły zależeć od warunków historycznych.

Piękno jako wartość publiczna

Jednym z najbardziej uderzających elementów pism Szafera jest częste odwoływanie się do kategorii piękna. Dzisiaj argumenty estetyczne bywają traktowane jako mniej ważne od ekonomicznych lub ekologicznych. Tymczasem dla niego piękno krajobrazu miało znaczenie samo w sobie.

Nie chodziło wyłącznie o przyjemność oglądania malowniczych widoków. Piękno było znakiem ładu, harmonii i ciągłości świata, którego człowiek nie stworzył. Obcowanie z takim krajobrazem kształtowało charakter, uczyło pokory i rozwijało wrażliwość. Dlatego park narodowy nie był jedynie laboratorium biologicznym. Był również miejscem wychowania.

Nieprzypadkowo Szafer pisał o Białowieży jako o „muzeum natury żywej”. Nie było to muzeum martwych eksponatów, lecz przestrzeń, w której kolejne pokolenia mogły uczyć się patrzenia na świat. Wiedział, że zniszczonego krajobrazu nie da się odtworzyć tak, jak odbudowuje się budynek czy most. Wraz z jego utratą ginie także pewien sposób przeżywania rzeczywistości.

W tym sensie troska o piękno przyrody nie była luksusem bogatych społeczeństw. Stanowiła element troski o kulturę. Krajobraz współtworzy bowiem wyobraźnię narodu równie silnie jak literatura, architektura czy muzyka.

Aktualność Szafera

Czy Władysław Szafer rozwiązałby współczesne spory dotyczące ochrony środowiska? Z pewnością nie. Nie znał problemów zmian klimatu w ich dzisiejszym wymiarze, nie musiał mierzyć się z globalizacją ani z wyzwaniami późnonowoczesnej gospodarki. Nie warto więc czynić z niego arbitra każdej współczesnej debaty.

Można jednak powiedzieć coś ważniejszego. Pozostawił sposób myślenia, który okazuje się zaskakująco trwały. Uczył patrzeć na przyrodę nie jako na pole ideologicznej walki, lecz jako na część narodowego dziedzictwa. Przypominał, że odpowiedzialność zaczyna się od poznania, że patriotyzm obejmuje również krajobraz, a rozwój nie polega na nieustannym przekształcaniu wszystkiego, co zastane.

W epoce, w której spór o środowisko często dzieli się pomiędzy technokratyczny optymizm a katastroficzny aktywizm, myśl Szafera proponuje trzecią drogę. Jest nią roztropność. Nie odrzuca postępu, ale pyta o jego granice. Nie neguje gospodarowania, lecz domaga się umiaru. Nie przeciwstawia człowieka przyrodzie, lecz przypomina, że człowiek najlepiej realizuje swoje powołanie wtedy, gdy potrafi być odpowiedzialnym gospodarzem, a nie wyłącznym właścicielem świata.

Dlatego Władysław Szafer pozostaje postacią niezwykle ważną nie tylko dla historii polskiej botaniki czy ochrony przyrody. Jest również świadkiem pewnego sposobu myślenia o wspólnocie. Pokazuje, że można łączyć naukę z patriotyzmem, nowoczesność z szacunkiem dla tradycji, rozwój państwa z ochroną dziedzictwa, a odpowiedzialność za przyszłość z wdzięcznością wobec przeszłości.

Jeżeli współczesny zielony konserwatyzm ma mieć w Polsce własne korzenie, nie musi szukać ich wyłącznie u Burke’a, Scrutona czy amerykańskich konserwatystów. Wystarczy sięgnąć do dorobku Władysława Szafera. Nie dlatego, że stworzył gotową doktrynę, lecz dlatego, że swoim życiem pokazał, iż chronić przyrodę można nie wbrew tradycji, lecz właśnie w imię tego, co tradycja nakazuje zachować. Chronić to, co odziedziczone, oznacza bowiem troszczyć się nie tylko o przeszłość, ale również o przyszłe pokolenia, którym przyjdzie żyć w krajobrazie pozostawionym przez nas. To być może najbardziej konserwatywna lekcja, jaką pozostawił jeden z ojców polskiej ochrony przyrody.

Autor: Kevin Nowacki, Krzysztof Perycz-Szczepański

Bibliografia: 

  • Zemanek A., Władysław Szafer (1886-1970) – the classic of Polish botany, “Wiadomości Botaniczne”, 2016, t. 60, nr 1-2, s. 1-18. 
  • Köhler P., Szafer Władysław Józef, w: “Polski Słownik Biograficzny”, t. 46, Warszawa-Kraków 2009, s. 401-407. 
  • Köhler P., Władysław Szafer as a palaeobotanist, “Studia Historiae Scientiarum”, 2021, t. 20, s. 191-212.