WPR 2028–2034: jakich zmian mogą się spodziewać polskie rodzinne gospodarstwa rolne

Mniejszy budżet, likwidacja płatności redystrybucyjnej, bez podziału na filary – nowa Wspólna Polityka Rolna (WPR) 2028–2034 zapowiada się rewolucyjnie. A czego oczekują sami rolnicy? Przewidywalności, uproszczenia biurokracji i równych szans w starciu z importem spoza UE.
O tym, jak aktywnie budować swoją rynkową pozycję i jakie rozwiązania systemowe są do tego potrzebne opowiada Lidia Moroń-Morawska – pszczelarka z Małopolski, liderka kampanii „Rolnik na plusie”, inicjatywy wspierającej działania na rzecz zrównoważonego rolnictwa i przywrócenia rolnikom realnego wpływu na ich własną przyszłość
Nowa perspektywa, mniejszy budżet
16 lipca 2025 r. Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia ustanawiającego zasady wsparcia Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2028–2034, opublikowany razem z propozycją nowych wieloletnich ram finansowych UE. Kluczowa zmiana ma charakter strukturalny: WPR po raz pierwszy straci wyodrębniony budżet i zostanie włączona – razem z polityką spójności – do wspólnego Funduszu Krajowych i Regionalnych Planów Partnerstwa. Gwarantowana kwota na wsparcie dochodów rolniczych w całej Unii ma wynieść 293,7–295,7 mld euro, wobec 386,6 mld euro w obecnej perspektywie (2021-2027). Dla Polski szacunki wciąż się zmieniają: od 24,6 mld euro jako minimalnej propozycji Komisji, przez zaktualizowane 33,6 mld euro (komisarz Christophe Hansen, lipiec 2026), po żądanie sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi – co najmniej 35 mld euro na sam rozdział rolny.
W mechanizmach płatności najwięcej uwagi przyciąga obowiązkowy capping (100 tys. euro na rolnika rocznie) i czterostopniowa degresywność powyżej 20 tys. euro. Przy dzisiejszych polskich stawkach pierwsze cięcia zaczynałyby się dopiero od ok. 176 ha. Dotkliwsza dla mniejszych gospodarstw będzie likwidacja płatności redystrybucyjnej do 30 ha, która dziś pochłania blisko 12% polskiej koperty płatności bezpośrednich i jest głównym narzędziem wspierania mniejszych gospodarstw – w nowej propozycji nie ma dla niej odpowiednika, a redystrybucję mają zapewniać sama degresywność oraz dobrowolne różnicowanie stawek przez państwa członkowskie. Zmienia się też architektura wsparcia środowiskowego: ekoschematy i działania rolno-środowiskowo-klimatyczne mają się połączyć w jeden, dobrowolny dla rolnika instrument, a decyzje programowe w dużej mierze przechodzą z poziomu unijnego na krajowy. Negocjacje trwają równolegle w Parlamencie Europejskim i Radzie UE, porozumienie musi zapaść przed końcem 2027 r., a nowe przepisy mają obowiązywać od 1 stycznia 2028 r.
Perspektywa rolniczki: pasieka w Małopolsce
Jak te zmiany wyglądają z poziomu konkretnego gospodarstwa? Zapytaliśmy o to Lidię Moroń-Morawską, jedną z liderek projektu Rolnik na Plusie Fundacji Polska z Natury, która razem z mężem Mateuszem prowadzi zawodową, wędrowną pasiekę w Małopolsce.
„Gospodarstwo ma charakter wędrowny, dlatego w naszym przypadku liczba hektarów nie jest najlepszym miernikiem jego skali – pszczoły przewozimy na różne pożytki, zależnie od sezonu i tego, co w danym momencie kwitnie” – mówi Lidia. Pasiekę prowadzi jako certyfikowane gospodarstwo ekologiczne nieprzerwanie od 2015 roku, produkując głównie miody odmianowe, a także pyłek pszczeli i pierzgę. Ważną częścią działalności jest sprzedaż bezpośrednia, edukacja oraz rozwijanie nowych produktów.
Pasiekę założył jej mąż w 1997 roku, Lidia dołączyła do niego w 2007. „Z czasem pszczelarstwo przestało być tylko dodatkowym zajęciem i stało się naszym sposobem na życie oraz świadomą decyzją zawodową” – wspomina. „Poza samą produkcją bardzo ważna jest dla mnie niezależność, możliwość rozwijania własnych pomysłów i poczucie, że moja praca ma szerszy sens. W przypadku pszczelarstwa szczególnie mocno widać zależność między rolnictwem, środowiskiem i bioróżnorodnością”.
Nie tylko dopłata do hektara
Z perspektywy Moroń-Morawskiej szczególnie wartościowa część WPR to nie same płatności bezpośrednie, ale instrumenty wspierające współpracę i innowacje. Jako liderka Grupy Operacyjnej EPI, a obecnie realizatorka projektu w ramach wsparcia przygotowawczego dla Grup Operacyjnych EPI, wskazuje ten kierunek jako model, który powinien być rozwijany dalej: „Takie środki pozwalają rolnikowi wyjść poza bieżącą produkcję i wspólnie z naukowcami, doradcami czy przedsiębiorcami pracować nad rozwiązaniami, które później mogą znaleźć praktyczne zastosowanie w gospodarstwie i na rynku. To właśnie ten kierunek wsparcia uważam za szczególnie wartościowy: nie tylko rekompensowanie kosztów czy dopłacanie do hektara, ale umożliwienie gospodarstwom rozwoju, zwiększania wartości dodanej produktów, wdrażania nowych technologii i budowania silniejszej pozycji rynkowej”.
Co powinno się zmienić
Zapytana, co w obecnym systemie sprawdziło się i warto zachować, Moroń-Morawska wskazuje wsparcie inwestycji, innowacji, współpracy i działań środowiskowych – „dobrze zaprojektowana WPR może dawać rolnikowi impuls do rozwoju, którego bez takiego wsparcia często nie byłby w stanie sfinansować wyłącznie z bieżących dochodów gospodarstwa”.
Największym problemem pozostaje jednak, jej zdaniem, poziom skomplikowania systemu i brak przewidywalności: „Rolnik powinien móc planować inwestycje i rozwój gospodarstwa na kilka lat do przodu, a nie koncentrować ogromnej części swojej energii na interpretowaniu przepisów, terminów i kolejnych zmian zasad. Uproszczenie nie powinno oznaczać tylko zmniejszenia liczby formularzy, ale stworzenie systemu, w którym rolnik rzeczywiście wie, jakie warunki będzie musiał spełnić i czego może oczekiwać”. Wskazuje też na problem proporcjonalności obowiązków – jako przykład podaje wymóg gromadzenia i drukowania dokumentacji dotyczącej nawet zwykłych środków czystości używanych w gospodarstwie: „To są drobne rzeczy, ale kiedy takich wymagań pojawiają się dziesiątki, rolnik zamiast zajmować się produkcją, rozwojem i sprzedażą poświęca coraz więcej czasu na obsługę dokumentów. Szczególnie w małych i średnich gospodarstwach ciężar administracyjny powinien być proporcjonalny do skali działalności i rzeczywistego ryzyka”.
Drugim wątkiem, który podnosi, są równe warunki konkurencji wobec żywności importowanej spoza Unii: „Jeżeli od producentów w UE wymagamy spełniania coraz wyższych standardów środowiskowych, sanitarnych czy dotyczących sposobu produkcji, powinniśmy konsekwentnie dążyć do tego, aby produkty trafiające na wspólny rynek z państw trzecich spełniały porównywalne wymagania tam, gdzie wpływa to na bezpieczeństwo, środowisko i uczciwą konkurencję. Trudno wymagać od europejskiego rolnika kosztownej transformacji, a jednocześnie oczekiwać, że będzie konkurował cenowo z produktem wytworzonym według mniej restrykcyjnych zasad”. Brakuje jej też mocniejszego spojrzenia na odporność ekonomiczną gospodarstw wobec zmienności kosztów, cen, pogody i sytuacji geopolitycznej – budowanej wcześniej, poprzez inwestycje, dywersyfikację dochodów, lokalne przetwórstwo, krótkie łańcuchy dostaw, innowacje i współpracę.
Kierunek znany, szczegóły – nie do końca
Na pytanie, na ile nowa WPR jest już dziś zrozumiała, Moroń-Morawska odpowiada wprost: „Znamy już kierunek proponowanych zmian, ale nadal nie wiemy, jak nowa WPR będzie wyglądała w praktyce w Polsce. I właśnie to jest chyba największym źródłem niepewności. Rolnik podejmuje decyzje inwestycyjne z kilkuletnim wyprzedzeniem, więc potrzebuje stabilności i jasnych zasad dużo wcześniej niż w momencie uruchamiania pierwszych naborów”. Pozytywnie ocenia zapowiedzi uproszczenia systemu i większego ukierunkowania wsparcia, z ostrożnością podchodzi natomiast do rosnącej elastyczności po stronie państw członkowskich: „Wspólna Polityka Rolna powinna pozostać naprawdę wspólną polityką. Rolnicy w całej Unii funkcjonują na jednym rynku, dlatego nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której warunki prowadzenia gospodarstwa i dostęp do wsparcia będą coraz bardziej zależały od tego, w którym państwie znajduje się gospodarstwo”.
Jej zdaniem informacji o reformie jest dużo, ale wciąż mało takich, które rolnik może przełożyć na konkretne pytanie: co to oznacza dla mojego gospodarstwa od 2028 roku. „WPR nie powinna być projektowana wyłącznie dla rolników, ale również z rolnikami” – podkreśla, zwracając uwagę, że liczy się nie tylko sam fakt konsultacji, ale i to, kto po stronie rolników zostaje do nich zaproszony: „W konsultacjach powinni uczestniczyć przede wszystkim aktywni producenci rolni z różnych sektorów, regionów i gospodarstw o różnej skali, którzy na co dzień ponoszą ekonomiczne i organizacyjne konsekwencje przepisów – nie tylko podmioty funkcjonujące wokół rolnictwa”.
Kto dziś decyduje o kształcie WPR i na jakim etapie jesteśmy
Negocjacje toczą się jednocześnie na kilku poziomach. Po stronie Komisji Europejskiej za projekt odpowiada Christophe Hansen, komisarz ds. rolnictwa i żywności od grudnia 2024 r., a za całość ram finansowych, w które wpisano WPR – komisarz ds. budżetu Piotr Serafin; prace techniczne prowadzi Dyrekcja Generalna ds. Rolnictwa (DG AGRI).
Największe spory dotyczą na razie trzech kwestii. Pierwsza to wysokość budżetu – między propozycją Komisji a postulatem sprawozdawcy jest różnica rzędu 130 mld euro, a Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny (EKES) domaga się powrotu do poziomu 0,5% PKB UE na WPR. Druga to likwidacja podziału na dwa filary z odrębnymi budżetami – w Radzie sprzeciwia się temu ok. 20 państw członkowskich, które chcą zachować gwarantowaną, wyodrębnioną linię budżetową dla rolnictwa. Trzecia dotyczy celu środowiskowo-klimatycznego: Komisja proponuje wiążący próg 43% wydatków oznaczonych jako środowiskowo-klimatyczne, a część eurodeputowanych w komisji AGRI chce podnieść go do 50%. Osobnym punktem spornym, podnoszonym m.in. przez EKES, jest zapowiedź utraty prawa do podstawowej płatności (DABIS) przez rolników pobierających emeryturę – najpóźniej od 2032 r.
Na dziś (wrzesień 2026) proces jest w fazie intensywnych prac komisji AGRI i równoległego kształtowania stanowiska Rady. Za nami m.in. krytyczna opinia Trybunału Obrachunkowego (luty 2026), debata komisji AGRI nad opinią EKES (kwiecień 2026), dezyderat sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi do premiera z ośmioma postulatami, w tym żądaniem min. 35 mld euro na rozdział rolny (27 maja 2026), oraz przyjęcie opinii EKES odrzucającej propozycję Komisji na sesji plenarnej (czerwiec 2026). Formalne przyjęcie rozporządzenia musi nastąpić do 31 grudnia 2027 r., bo z końcem tego roku wygasa obecna WPR – nowe przepisy mają wejść w życie 1 stycznia 2028 r.
Po stronie polskiego rządu za stanowisko odpowiada Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, opowiadające się za utrzymaniem dwufilarowej WPR z odrębnym budżetem, natomiast samo przygotowanie krajowego Planu Partnerstwa (PPKR) – w tym proporcje między rolnictwem a polityką spójności – koordynuje Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej.
Podsumowanie
Dla większości polskich gospodarstw rodzinnych najgłośniej dyskutowane mechanizmy nowej WPR – capping i degresywność – pozostaną w praktyce abstrakcją, bo dotkną gospodarstw dużo większych niż przeciętne. Realną zmianą będzie za to zniknięcie płatności redystrybucyjnej do 30 ha oraz przesunięcie decyzji o kształcie wsparcia z poziomu unijnego na krajowy – co oznacza, że o tym, jak WPR faktycznie zadziała w Polsce, zdecyduje w dużej mierze to, jak rząd zaprogramuje krajowy rozdział rolny.
Głos Lidii Moroń-Morawskiej pokazuje tę zmianę z innej strony niż tabele budżetowe: nie chodzi tylko o wysokość dopłaty do hektara, ale o to, czy system daje gospodarstwu przestrzeń do rozwoju – inwestycji, współpracy, innowacji – i czy rolnik wie z wyprzedzeniem, na jakich zasadach będzie działał. Jej doświadczenie jako liderki Grupy Operacyjnej EPI pokazuje też, że część najbardziej wartościowego wsparcia WPR dziś nie jest w ogóle powiązana z powierzchnią gospodarstwa.
To jest też clou projektu Rolnik na Plus, prowadzonego przez Fundację Polska z Natury, w którym Moroń-Morawska działa jako liderka. Dwuletni program koncentruje się na przywracaniu podmiotowości polskim rolnikom wobec rosnących wyzwań systemowych, opierając się na kilku filarach: skracaniu łańcuchów dostaw i promowaniu sprzedaży bezpośredniej, wzmacnianiu spółdzielczości dającej rolnikom realny wpływ na ceny, edukacji społecznej o roli rolnictwa w bezpieczeństwie żywnościowym oraz testowaniu oddolnych rozwiązań, które mogą uzupełniać politykę państwa.
Autor: Karol Siewruk, ekspert programu Rolnik na plusie