Prof. Andrew Michta: Rosjanie szykują operację w Europie
Gość podcastu Fundacji Polska z Natury mówi o zagrożeniach dla Polski i wschodniej flanki NATO.
07 października 2026 / Przeczytasz w 4 min.
Prof. Andrew Michta, ekspert ds. bezpieczeństwa i strategii z University of Florida i Atlantic Council ostrzega przez rosyjskimi planami wobec państw NATO. W rozmowie także o relacjach Polska-USA i polskich wpływach w Waszyngtonie.
Przywódcy państw NATO, a także eksperci i agencje wywiadowcze ostrzegają, że Rosja będzie intensyfikować działania zaczepne wobec sojuszu. W ostatnich miesiącach w Polsce obserwowane były zdarzenia noszące znamiona sabotażu, takie jak pożar w zakładzie firmy produkującej drony w Skarżysku Kamiennej. Jednocześnie Rosjanie nasili naloty na Ukrainę.
„Sądzę, że Rosja tej jesieni i zimy będzie próbować rzucić wszystkie siły na Ukrainę. Rosjanie wiele się nauczyli, uderzają już nie tylko w sieć energetyczną, ale i w infrastrukturę transportową. Będą starali się złamać Ukraińców. Jednocześnie będą chcieli wywołać napięcia wewnątrz NATO. Już teraz modernizują bazy i budują nowe instalacje w pobliżu Finlandii. Wygląda to na przygotowanie zaplecza dla operacji kinetycznej” – tłumaczy prof. Andrew Michta.
Gość podcastu Fundacji Polska z Natury mówił o logice, jaka może przyświecać operacjom przeciwko NATO. Celem mogłoby być stworzenie dylematów i wykazanie braku spójności sojuszu.
„Putin w mojej ocenie chce wywołać kryzys w jakieś enklawie etnicznej w którymś z państw bałtyckich. Nie chodzi o zajęcie całego kraju, ale o mniejszą operację, na przykład w stylu zielonych ludzików. Państwo to zawnioskuje o uruchomienie art. 5 NATO i pewnie jego sąsiedzi poprą ten wniosek. Rodzi się jednak pytanie, jak zareagują wówczas Paryż, Berlin i przede wszystkim Waszyngton”.
Prof. Michta twierdzi, że reakcja Stanów Zjednoczonych w przypadku rosyjskiej eskalacji byłaby twarda. Wynika to z prawideł geopolitycznych i konieczności utrzymania amerykańskiej obecności na jednym z kluczowych teatrów strategicznych, jakim jest właśnie Europa.
„Prezydenci przychodzą i odchodzą, ale proste kalkulacje wojskowe są jednoznaczne. Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić jednemu państwu na zdominowanie Eurazji, bo to zamknęłoby je w zachodniej półkuli. Bazy w Europie są kluczowe dla działań np. na Bliskim Wschodzie, co pokazała obecna wojna w Iranie. Teoretyzowanie, co zrobią Stany Zjednoczone w sytuacji kryzysowej, nie pomaga nikomu, z wyjątkiem Putina”.
W innych państwach NATO w ocenie prof. Michty może jednak zabraknąć woli do stanowczej odpowiedzi. Rosja jest relatywnie słaba, w przeciwieństwie do czasów sowieckich. Powoduje to, że kraje położone na zachodzie Europy czują się mniej zagrożone niż Polska i jej sąsiedzi.
„Problemem NATO nie jest brak środków do walki – są one bogatsze od Rosji i mają dostęp do zaawansowanej technologicznie broni. Jest nim natomiast brak woli politycznej i zgody w ocenie zagrożeń. Państwa wschodniej flanki: Polska, kraje bałtyckie, Rumunia, Finlandia czy Szwecja doskonale rozumieją, że Rosja jest śmiertelnym zagrożeniem. Niemcy mają bufor na wschodzie, więc patrzą na to inaczej, a tym bardziej państwa położone dalej na zachód”.
Andrew Michta mówił także o polskich wpływach w Waszyngtonie, a właściwie ich braku. Podkreślił znaczenie osobistych relacji prezydentów Karola Nawrockiego i Donalda Trumpa. Jak twierdzi, powinna jednak za tym iść budowa instytucji, która będzie funkcjonować w sposób stały na wzór fundacji niemieckich.
„Sławomir Dębski, kiedy był dyrektorem PISM-u, stworzył biuro w Waszyngtonie. Chwała mu za to, ale to za mało. Ja się tam potykam o niemieckie fundacje, dotowane z budżetu państwa. Dlaczego Polska tego nie robi? Dlaczego nie stworzy instytucji zarządzanej przez Polaka z personelem amerykańskim, by mieć ciągły kontakt z Kongresem, z administracją, z mediami?”
Rozmowa dotyczyła także planów utworzenia w Polsce stałej amerykańskiej bazy. Donald Trump potwierdził 17 września, że prace nad tym idą w dobrym kierunku.
