Flaga na jabłku to dopiero początek. O oznaczaniu żywności, lokalnej półce i realnym patriotyzmie gospodarczym

Od 17 lutego 2026 roku przy owocach i warzywach sprzedawanych luzem musi pojawić się czytelna flaga kraju pochodzenia. Dla konsumenta to prosta informacja przy półce, ale dla rynku żywności to sygnał znacznie większej zmiany: państwo zaczyna porządkować zasady transparentności, o które rolnicy i część ekspertów apelują od lat. Problem w tym, że sama flaga nie rozwiązuje kluczowego pytania: czy polski rolnik będzie miał gdzie, a przede wszystkim na jakich warunkach sprzedać swoje produkty, a „lokalny wybór” stanie się realnie dostępny dla przeciętnej rodziny, a nie tylko dla najbardziej zdeterminowanych kupujących. Pytanie to nabiera szczególnego znaczenia w kraju, który jest trzecim największym producentem jabłek na świecie, a mimo to w polskich sklepach można znaleźć owoce importowane np. z Włoch, podczas gdy polscy sadownicy szukają rynków zbytu za granicą.

Dla Fundacji Polska z Natury to nie jest temat nowy ani doraźny. W 2025 roku wielokrotnie podejmowaliśmy go podczas paneli organizowanych przez nas wydarzeń. Zwracaliśmy uwagę, że przejrzyste oznakowanie jest fundamentem uczciwego rynku, ale zarazem tylko jednym z elementów szerszej układanki, jaką jest bezpieczeństwo żywnościowe i przyszłość rodzinnych gospodarstw.

Podczas panelu „Patriotyzm gospodarczy: Jak wspierać lokalną produkcję?” na Krynica Forum 2025, który moderował prezes Fundacji Polska z Natury Krzysztof Perycz-Szczepański, dyskusja koncentrowała się wokół prawa konsumenta do jasnej informacji. W trakcie tej rozmowy poseł Jarosław Sachajko mówił wprost: „Polacy muszą mieć szansę żeby skorzystać z patriotyzmu gospodarczego. Muszą wiedzieć, co kupują. Polecam wszystkim aplikację Pola, ale musimy zrobić porządek z oznakowaniem polskich produktów”. Te słowa nie były jedynie postulatem estetycznej poprawy etykiet. Wskazywały na systemowy problem: bez przejrzystego oznaczenia pochodzenia nawet najbardziej świadomy konsument porusza się w gąszczu marketingowych komunikatów, które często więcej sugerują, niż wyjaśniają. Flaga przy warzywach i owocach jest więc krokiem w stronę elementarnej przejrzystości, ale nie rozwiązuje wszystkich dylematów związanych z definicją „produktu polskiego”.

W podobnym duchu rozmawialiśmy podczas naszego panelu na Forum Ekonomicznym w Karpaczu 2025 zatytułowanego „Lokalna półka a bezpieczeństwo żywnościowe. Polscy rolnicy w obliczu Mercosur, Zielonego Ładu i Ukrainy”. Dyskusja nie ograniczała się do kwestii technicznych. Dotyczyła modelu rozwoju sektora rolno-spożywczego i pozycji rodzinnych gospodarstw w zmieniającym się otoczeniu handlowym, w którym presja importu i przewaga dużych podmiotów rosną szybciej niż zdolność małych producentów do obrony swoich interesów. Bartosz Mielniczek z Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego podkreślał wtedy: „Nie da się przemeblować sektora ustawą. Rolnictwo i przetwórstwo to 6–7% PKB. Potrzebujemy jasnego modelu, strategii, a nie symbolicznych regulacji. Konsument i tak wybierze cenę, nie pochodzenie. Lokalna półka nie wystarczy.” Krzysztof Perycz-Szczepański ujął sens tego kierunku w zdaniu: „Powinniśmy stawiać na lokalność – na lokalnych producentów, na politykę od pola do stołu”. To ważne, bo flaga jest elementem porządkowania informacji, ale bez wzmocnienia pozycji gospodarstw w łańcuchu dostaw pozostanie jedynie symbolem.

Wątek oznaczania pochodzenia i narodowej identyfikacji produktów wybrzmiał również podczas Kongresu Podmiotowej Gospodarki w 2025 roku organizowanego przez Klub Jagielloński, którego byliśmy partnerem i który wspieraliśmy merytorycznie. W trakcie panelu „Co to znaczy produkt polski? Prezentacja raportu o patriotyzmie gospodarczym” Jan Krzysztof Ardanowski mówił: „W Brukseli 70% ministrów rolnictwa wskazało, że to właśnie znak narodowy jest tym, którego oczekują obywatele. Dopiero potem produkt regionalny, a na końcu – wyprodukowany w UE, które sieci próbują promować”. Ta obserwacja pokazuje, że kwestia narodowego oznaczenia nie jest polską specyfiką, lecz elementem szerszego trendu, w którym konsumenci chcą łączyć wybór produktu z zaufaniem do krajowych standardów i z poczuciem, że pieniądze wydane w sklepie pracują na rzecz miejscowej gospodarki. Z badań przywoływanych podczas dyskusji wynika, że aż 60% Polaków przywiązuje wagę do tego, czy produkt jest krajowego pochodzenia.

Raporty Klubu Jagiellońskiego, w tym „Patriotyzm gospodarczy AD 2025. Rekomendacje i poradnik świadomego konsumenta” oraz opracowanie „Lokalna półka: czas na realizację”, wprowadzają do tej debaty potrzebną precyzję. Pokazują, że oznaczenie „Produkt polski” oparte jest na miejscu produkcji i surowcach, ale nie dotyka kwestii kapitału producenta, co rodzi pytania o pełną przejrzystość komunikatu wobec konsumenta. Zwracają także uwagę, że projekt obowiązkowych proporcji dla produktów lokalnych może naruszać prawo unijne, jeśli będzie konstruowany jako ograniczenie ilościowe dla towarów „nielokalnych”. Dlatego tak istotne jest wypracowanie rozwiązań w drodze szerokiej debaty branżowej i konsultacji z rynkiem. Obowiązek umieszczania flag wpisuje się w proces porządkowania zasad gry, ale nie zastępuje pracy nad definicją lokalności i nad mechanizmami, które wzmocnią krótkie łańcuchy dostaw w praktyce.

Naszą odpowiedzią jest program „Rolnik na plusie” oparty na przekonaniu, że bezpieczeństwo żywnościowe zaczyna się w gospodarstwie i że rodzinne rolnictwo potrzebuje dziś nie tylko symbolicznego wsparcia, ale narzędzi, które pomogą odzyskać rentowność i odbudować lokalne rynki zbytu. Cezary Rokicki, sadownik w czwartym pokoleniu i lider projektu „Rolnik na plusie”, mówi: „Pracujemy cały rok, a nie mamy gdzie sprzedawać. Markety stawiają tylko na zysk – tanio kupić, niezależnie od jakości. Rolnicy są załamani.” Nawet przy idealnym oznakowaniu wielu rolników pozostaje w sytuacji dyktatu cenowego, a konsument wybiera między tym, co dostępne i tanie, a tym, co lokalne, ale trudniejsze do znalezienia. Dlatego kluczowe staje się wzmacnianie krótkiego łańcucha dostaw, czyli modelu, w którym rolnik ma większy wpływ na cenę i dystrybucję, a konsument ma realnie prostszy dostęp do żywności z okolicy.

Drugą perspektywę wnosi historia Marcina Gryna, który podczas Kongresu Podmiotowej Gospodarki mówił o tym, że fundamentem produkcji jest nie tylko rynek, ale gleba i długofalowa odporność gospodarstwa. Jak podkreślał: „Podstawą produkcji jest zdrowa gleba, dlatego my w naszym gospodarstwie wdrażamy innowacyjne systemy uprawy roli po to żeby o tą glebę dbać. W Polsce mamy stosunkowo dobre gleby, natomiast często są one doprowadzone do złej kondycji. Jest to niestety skutek zbyt ekstensywnego podejścia do uprawy. Nie mówię, że powinniśmy iść w kierunku rolnictwa intensywnego, natomiast to co w życiu się najlepiej sprawdza w każdym aspekcie, w rolnictwie również, jest to zrównoważenie. Musimy w kierunku tego rolnictwa zrównoważonego iść. Jesteśmy w rynku towarowym. Należy być świadomym tego, że duża część środków wsparcia nie trafia bezpośrednio do rolników, tylko do posiadaczy ziemi. Środki powinny trafiać do tego, kto produkuje, bo to on ponosi straty w tej produkcji”. W jego wypowiedzi wybrzmiał też wątek systemowy: „Należy być świadomym tego, że duża część środków wsparcia nie trafia bezpośrednio do rolników, tylko do posiadaczy ziemi. Środki powinny trafiać do tego kto produkuje, bo to on ponosi straty w tej produkcji.” To opisuje napięcie, które w dyskusji o „polskiej żywności” często umyka: przejrzystość etykiety jest ważna, ale równie ważne są zasady gry, które decydują o tym, czy produkcja w rodzinnych gospodarstwach będzie się w ogóle opłacała.

„Rolnik na plusie” to dwuletni projekt łączący trzy kierunki, które mają prowadzić do tego samego celu, czyli rozwoju lokalnej produkcji i sprzedaży. Pierwszy to budowanie sieci rolników liderów oraz spotkania i warsztaty poświęcone między innymi poprawie kondycji gleby i retencji wody, lokalnej sprzedaży i przetwórstwu, spółdzielczości i nowym modelom biznesowym. Drugi to rzecznictwo oparte na danych, w tym badanie potrzeb rodzinnych gospodarstw realizowane we współpracy z Instytutem Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN oraz praca nad pakietem rozwiązań legislacyjnych i administracyjnych, które mają ułatwiać sprzedaż w krótkich łańcuchach dostaw. Trzeci to działania skierowane do konsumentów, w tym program edukacyjny o lokalnej żywności realizowany z Ogólnopolską Federacją Stowarzyszeń Uniwersytetów Trzeciego Wieku oparty na praktycznych aktywnościach, takich jak wspólne zakupy bezpośrednio u rolnika, wizyty w gospodarstwach i spotkania wokół tradycyjnej kuchni opartej na produktach sezonowych. Po stronie konsumentów chodzi o to, aby patriotyzm zakupowy nie był jedynie odruchem, ale miał systemowe wsparcie w postaci narzędzi, wiedzy i inicjatyw, takich jak aplikacja Pola.

Nowe przepisy dotyczące flag przy owocach i warzywach nie są więc jedynie kosmetyczną zmianą wizualną w sklepach. Stanowią ważny sygnał, że polski rynek zaczyna doceniać rolę czytelnej informacji, ale jednocześnie przypominają, że sama informacja nie wystarczy, jeśli nie pójdą za nią warunki do rozwoju lokalnych rynków i sprzedaży w krótkich łańcuchach dostaw. Rok 2026 jest dla nas czasem przejścia od diagnoz do praktyki, a kolejne miesiące mają przynieść nie tylko kontynuację debaty o lokalnej półce i oznakowaniu, ale przede wszystkim działania, które skracają łańcuch dostaw w realnym życiu. Flaga na jabłku jest początkiem, bo porządkuje informację. Prawdziwym celem pozostaje to, aby lokalny wybór był łatwiejszy, rolnik miał gdzie sprzedawać, a polska żywność była mocniejszym filarem bezpieczeństwa kraju i trwałości lokalnych wspólnot.