Miasto między deklaracją a praktyką. O realnym wpływie mieszkańców na decyzje samorządów

Czy mieszkańcy naprawdę mają wpływ na to, jak zmieniają się ich miasta? To pytanie stało się osią debaty podczas Europejskiego Kongresu Samorządów w Mikołajkach. Panel moderował Krzysztof Perycz-Szczepański, prezes Fundacji Polska z Natury, kierując rozmowę w stronę konkretów i doświadczeń samorządów, a nie wyłącznie ogólnych deklaracji o partycypacji.

Jednym z pierwszych wątków były dane dotyczące rzeczywistego zaangażowania mieszkańców. Piotr Trudnowski zwrócił uwagę na wyraźny rozdźwięk między deklaracjami a praktyką. Jak mówił w politykach regionalnych tworzy się przekonanie, że konsultacjami wiele się załatwi, a w praktyce jest inaczej. Przywołał wyniki badań, które na pierwszy rzut oka wyglądają optymistycznie. Siedemdziesiąt procent mieszkańców deklaruje, że w przyszłości potrzebne jest włączanie obywateli w procesy decyzyjne. Jednocześnie sześćdziesiąt procent urzędników ocenia zainteresowanie konsultacjami jako małe lub bardzo małe. Trudnowski podkreślił także, że choć osiemdziesiąt cztery procent mieszkańców chciałoby opiniować dokumenty, to jedynie nieco ponad dwadzieścia procent rzeczywiście brało udział w pracach nad nimi. „Widzimy, że brakuje zaangażowania mieszkańców” – podsumował. Przywołał również badanie CBOS dotyczące jakości demokracji w Polsce. Jak zaznaczył, sześćdziesiąt dziewięć procent Polaków uważa konsultowanie decyzji z obywatelami za bardzo ważne, a jednocześnie to właśnie ten element funkcjonuje – w ich ocenie – najgorzej spośród dwudziestu trzech badanych cech państwa demokratycznego. „Poczucie braku bycia słuchanym łączy Polaków ponad podziałami” – mówił, wskazując, że problem nie dotyczy jednej grupy czy środowiska, lecz ma charakter systemowy.

Z perspektywy praktyki samorządowej głos zabrała Katarzyna Aue-Kęsek. Jej wypowiedź wyraźnie pokazała napięcie między ambitnymi planami a realiami administracyjnymi. „Teoria styka się z brutalną rzeczywistością” – mówiła. Z jednej strony samorządy deklarują gotowość do dialogu, z drugiej często brakuje realnych partnerów do rozmowy. „My chcemy konsultować, ale nie mamy adwersarzy, z którymi możemy to konsultować”. Odniosła się także do problemu tzw. betonozy i trwałości projektów inwestycyjnych, podkreślając, że nawet jeśli dziś władze lokalne chciałyby zazielenić rynek, to są związane wcześniejszymi zobowiązaniami finansowymi i formalnymi.

Odmienną perspektywę przedstawił Piotr Wawulski, który mówił o doświadczeniach Bielska Podlaskiego. Podkreślił, że w jego mieście odzew mieszkańców był duży i pozytywny. „Wychodziliśmy do ludzi i dostawaliśmy bardzo dużo materiału” – relacjonował. Zaznaczył, że przed zmianami na placu ratuszowym władze chcą uzyskać informację zwrotną od mieszkańców, bo „takie miejsca, jak centrum miasta, muszą być konsultowane z mieszkańcami, jeśli chcemy je zmieniać”. Przyznał, że proces ten jest trudny i wymaga wysiłku, ale bez podjęcia próby nie da się niczego zmienić.

Krzysztof Chaciński zwrócił uwagę na emocjonalny wymiar partycypacji. Jego zdaniem mieszkańcy najczęściej angażują się wtedy, gdy pojawia się silna reakcja lub kontrowersja. „Mieszkańcy włączają się na pewno wtedy, kiedy ktoś ich bardzo wkurzy. Niechętnie jednak włączają się w opracowywanie dokumentów czy strategii” – mówił. Opowiedział o procesie konsultacyjnym dotyczącym zmian na rynku w Radzyminie, gdzie zaproszono urbanistów i ekspertów, a jednym z projektów była relokacja pomnika. To właśnie ten element wywołał największe zainteresowanie i zgromadził mieszkańców wokół debaty. Proces miał charakter wieloetapowy i pokazał, że nawet kontrowersja może stać się impulsem do realnej rozmowy.

Wątek planów adaptacyjnych do zmian klimatu rozwinęła dr Paulina Legutko-Kobus. Przypomniała, że przy opracowywaniu Miejskich Planów Adaptacyjnych stosowano formułę partycypacyjną, ponieważ „samorząd sam sobie nie poradzi, nawet jeśli zatrudnia znakomitych fachowców”. Podkreśliła, że wybór kierunku adaptacji bez przejścia przez proces rozmowy z mieszkańcami jest bardzo trudny. Jednocześnie zaznaczyła, że nie można robić „skoku na głęboką wodę”, ponieważ każda gmina jest inna, również pod względem gotowości do dialogu. Zwróciła uwagę na brak jednego uspójnionego mechanizmu partycypacji w nowych dokumentach strategicznych oraz wyraziła postulat, aby w mniejszych samorządach tworzyć mniej formalnych dokumentów, a więcej opierać się na rozmowie z interesariuszami i konsekwentnym wdrażaniu wspólnie ustalonych rozwiązań.

W podsumowaniu debaty wybrzmiała myśl, że problem partycypacji nie sprowadza się wyłącznie do liczby konsultacji, lecz do jakości dialogu i sposobu jego komunikowania. Jeśli plany adaptacyjne czy zmiany w przestrzeni miejskiej przedstawiane są jako techniczny obowiązek, a nie jako realny interes mieszkańców, trudno oczekiwać zaangażowania. Panel pokazał, że odbudowa zaufania między samorządem a obywatelami wymaga czasu, konsekwencji i odwagi w podejmowaniu rozmowy także wtedy, gdy jest ona trudna.