– Jesteśmy tak bogatym krajem że stać teraz na to by wysłać nasze śmieci z Warszawy ciężarówkami do Norwegii gdzie te śmieci trafią do tamtejszej spalarni – mówił w Podcaście Fundacji Polska z Natury Jakub Pawłowski, dziennikarz, publicysta i ekspert ds. środowiska i odpadów.
Jakub Pawłowski – dziennikarz i publicysta specjalizujący się w ochronie środowiska i odpadach – nakreślił złożony obraz polskiej i europejskiej gospodarki odpadami. Już na wstępie wyraził nadzieję, że może „trochę o tych naszych śmieciach powszechne poopowiadać”. Podkreślił zarówno dotychczasowe postępy, jak i narastające wyzwania związane z ambitnymi celami unijnymi i problemami we wdrożeniu kluczowych reform.
Pawłowski zauważył, że choć w Polsce selektywna zbiórka trwa relatywnie krótko – „w porównaniu do Niemiec które 30 lat zbierają odpady selektywnie my to robimy relatywnie krótko po kilka lat no to można powiedzieć że sukcesy mamy całkiem duże” – to jeśli chodzi o recykling, „przyznać trzeba że trochę stoimy w miejscu”. Obecny poziom recyklingu, wynoszący 27%, to mniej niż połowa unijnego wymogu 55% do 2025 roku. Dziennikarz ostro skrytykował również manipulację danymi na poziomie europejskim, mówiąc: „jest dużo fikcji takiej ekologicznej z którą ja walczę i pewnego żonglowania statystykami w tych statystykach i w liczbach dotyczących recyklingu”. Dodał, że przez lata kraje zachodnie outsourcingowały problem, wysyłając odpady do Azji, a „w papierach się zgadzało”. Podsumowując ten wątek, zaznaczył: „o tym warto powiedzieć jak ktoś będzie nam tutaj próbował wmawiać że jesteśmy jakimś odpadowym pariasem Europy”.
Realnym i rosnącym problemem jest sektor tekstylny i tzw. szybka moda. Pawłowski przytoczył dramatyczne statystyki, zgodnie z którymi „na rynek każdego roku trafia 100 miliardów ton tekstyliów z czego tylko 1% jakkolwiek jest przetwarzanych w formie recyklingu”. Problem wynika z faktu, że ubrania są nietrwałe i często stanowią mieszanki materiałów, a „rozplątanie tej przędzy jest technologicznie możliwe ale jest niezwykle kosztowne”. W rezultacie, „nikt nie będzie poświęcał nie wiadomo jakich zasobów i środków żeby robić to w przypadku bluzki którą można kupić za 5 zł”. To generuje ogromny problem utylizacyjny: „my zostajemy z tą całą górą tych fatałaszków tych wszystkich szmat i musimy potem zapłacić za jakąś ich utylizację”.
Dla większości ludzi, „nasze postępowanie z odpadami kończy się na etapie wyrzucenia ich do tej altany śmietnikowej”. Następnie odpady trafiają do sortowni – wysoce sprofesjonalizowanych fabryk. Sortownie są w stanie rozdzielić odpady, które my segregujemy na 4–5 frakcji, na „20 kilka”. Pawłowski zwrócił uwagę na kontrowersje wokół spalarni, których w Polsce jest zaledwie dziewięć, podczas gdy w Niemczech około 100. Konsekwencje braku instalacji są kosztowne i absurdalne: „jesteśmy tak bogatym krajem że stać teraz na to by wysłać nasze śmieci z Warszawy ciężarówkami do Norwegii gdzie te śmieci trafią do tamtejszej spalarni tamtejsi mieszkańcy będą mieli z tego ciepło”. Dziennikarz uważa, że chociaż aktywiści postulują, by „przeskoczyć jakby ten pośredni etap rozwoju”, to w obliczu obecnej nadprodukcji odpadów, ten pomysł „w moim odczuciu jest zbyt idealistyczny”.
Chociaż pogłoski o masowym przywożeniu odpadów komunalnych z Niemiec są mitem, Pawłowski potwierdza, że występuje proceder mafijny związany z odpadami niebezpiecznymi. Podkreślił jednak, że „Nie potrzebujemy niemieckich odpadów bo sami mamy wystarczająco produkcji” toksycznych substancji z krajowego przemysłu. Firmy te, w celu obniżenia kosztów, „przerzuca koszty na nas po prostu zupełnie bez bezwzględnie pozbywa się tych toksycznych odpadów”. Zasadniczym problemem pozostaje jednak nadmiar: „problem jest nadmiar zwłaszcza nadmiar plastiku który no po prostu stał się tak popularny bo też jest przydatny”. Technologie, takie jak sortery optyczne czy recykling chemiczny (choć obecnie drogi i wzbudzający obawy, że stanie się „drogą na skróty”), są próbą poradzenia sobie z tą lawinowo rosnącą ilością odpadów.
Pawłowski odniósł się do filozoficznego aspektu konsumpcji, która jest napędzana przez potrzebę ciągłej sprzedaży i „bożek PKB mam wrażenie że zupełnie zdominował tę dyskusję”. Przykładem nieefektywnej konsumpcji jest marnowanie żywności: „W Polsce 4,8 miliona ton żywności marnujemy rocznie 60% przypada na gospodarstwa domowe”. Podkreślił, że choć Polacy mają „zaszyty ten gen gospodarności”, to obecne tempo konsumpcji – wzmacniane przez małe opakowania (shrinkflation) i promocje – jest zbyt wysokie. Nawołując do większej wstrzemięźliwości, podsumował, że warto zadać sobie pytanie, czy ja „nie jestem zwierzęciem które reaguje na każdy impuls marketingowca tylko jestem w stanie być trochę ponad tym”.
System kaucyjny, planowany do wdrożenia 1 października, jest co do zasady „efektywnym dosyć systemem”, który sprawdził się w innych krajach. Polega on na płaceniu kaucji za opakowanie (np. puszki, butelki PET, szkło), którą można odzyskać po zwrocie.
Wyzwania i krytyka:
W przyszłości recykling będzie musiał stać się „dużo bardziej wyspecjalizowany”, skupiając się na frakcjach o realnej wartości ekonomicznej. Przykładem jest aluminium, którego recykling jest opłacalny, ponieważ metal ten jest drogi w wydobyciu: „niezwykle opłaca się recykling aluminium”. Duże znaczenie zyskają również „elektrośmieci”, z których odzyskuje się metale ziem rzadkich i kobalt. Pawłowski zwrócił uwagę, że recykling tych elementów jest w interesie firm, które nie chcą być uzależnione od dostawców zewnętrznych. Na koniec obalił „ogromny mit”, że „te nasze śmieci są tak cenne że po prostu te firmy nam powinny za to płacić”. Zaznaczył, że zakłady recyklingu są zainteresowane jedynie „kilkanaście procent wszystkiego innego a cała reszta to jest po prostu problem”.