Słodko-gorzkie problemy. O wyzwaniach stojących przed właścicielami pasiek w podcaście Fundacji Polska z Natury
Morawscy postanowili żyć z pszczelarstwa ponad 10 lat temu.
08 września 2026 / Przeczytasz w 3 min.
Lidia Moroń-Morawska prowadzi z mężem pasiekę, która od 12 lat jest ich głównym źródłem utrzymania. W podcaście mówiła o pasji do pszczelarstwa, ale także o trudnościach, z którymi mierzą się producenci miodu.
Lidia i Mateusz Morawscy zajmują się pszczelarstwem od 30 lat. Ponad dekadę temu podjęli decyzję o rzuceniu pracy na etacie i życie z prowadzenia pasieki.
„Ja pracowałam jako pielęgniarska anestezjologiczna, mąż był zawodowym żołnierzem. W tym czasie poważnie chorowałam i nie wiedziałam, ile czasu jeszcze mi zostało. Stwierdziliśmy, że chcemy go spędzić razem” – tłumaczy Lidia Morawska.
Prowadzenie pasieki to w ich przypadku nie tylko droga życiowa, ale także możliwość promowania nowoczesnego rolnictwa. Morawscy są autorami licznych poradników z zakresu pszczelarstwa.
„Większość ludzi, gdy słyszy słowo „rolnik”, widzi mężczyznę grubo po pięćdziesiątce, raczej średnio wyedukowanego. Tymczasem współczesne rentowne rolnictwo wygląda zupełnie inaczej”
Pasieka Morawskich jako jedyna w Małopolsce i jedna z kilkunastu w kraju posiada certyfikat ekologiczny. Potwierdza on spełnienie surowych kryteriów, m.in. dotyczących środków ochrony pszczół przez warrozą, czyli tzw. kleszczem pszczół. Problem ten dotyka pasiek na całym świecie.
„Ustawowo w Polsce jest nakazane leczenie. W ekologicznych pasiekach dopuszczone jest stosowanie jedynie środków naturalnych, takich jak kwas mrówkowy i szczawiowy, tymol i eukaliptus”.
Jak tłumaczy rozmówczyni Daniela Czyżewskiego, śmiertelność pszczół jest wówczas większa, spada więc wydajność. Środki te sprawiają jednak, że nie ma pozostałości po specyfikach syntetycznych w miodzie. Zaznacza jednak, że przy poprawnym prowadzeniu zabiegów również w pasiekach nieposiadających certyfikatu również można zminimalizować ich obecność.
Palącym problemem dla polskich producentów miodu jest rywalizacja z gospodarstwami ukraińskimi. Jak twierdzi Lidia Moroń-Morawska, od czasu wybuchu wojny, kiedy ich wyroby otrzymały łatwiejszy dostęp do europejskiego rynku, ceny miodu w skupach spadły.
„Do wybuchu wojny, miałam wrażenie, że jesteśmy w stanie sprzedaż wszystko, co wyprodukowaliśmy. Teraz toczymy walkę o przetrwanie. Wiele pasiek upadło, a ludzie poszli pracować na etat”.
Problemem są także wymagania stawiane pszczelarzom.
„To, co wjeżdża do kraju, jest wybitnie niskiej jakości, a my mierzymy się z kontrolami”.
W rozmowie także o poprawnym usuwaniu pszczelich żądeł. Mają one haczyki, przez co pozostają w skórze. Zakończone są pęcherzykami, które tłoczą jad w głąb ciała. Jak tłumaczy Lidia Moroń-Morawska, nie należy ich więc chwytać dwoma palcami – grozi to przyjęciem większej ilości jadu i silniejszą reakcją alergiczną. Należy raczej zdrapać żądło, co pozwala na szybkie jego usunięcie.
Cały odcinek podcastu Fundacji Polska z Natury jest dostępny na kanale Fundacji w serwisach społecznościowych YouTube oraz Spotify.
