Tania i zdrowa żywność nie jest nam dana raz na zawsze
Prof. Agnieszka Filipak-Frąckiewicz dzieli się poradami żywieniowymi i mówi o tym, jak wspierać polskie rolnictwo.
05 października 2026 / Przeczytasz w 3 min.
Polska jest samowystarczalna żywnościowo dzięki rolnikom. Gospodarstw jednak z roku na rok ubywa i jeżeli nie będziemy ich wspierać, sytuacja może się zmienić – przekonuje prof. Agnieszka Filipiak-Florkiewicz w podcaście Fundacji Polska z Natury. W rozmowie także o tym, jak żywić się zdrowo i gdzie zaopatrywać się w produkty.
Prof. Agnieszka Filipak-Frąckiewicz jest technologiem żywności. Związana jest z Uniwersytetem Rolniczym w Krakowie i Komitetem Nauk o Żywności i Żywieniu PAN. W pierwszej kolejności radzi, by sięgać po różne produkty.
„Moim absolutnie ulubionym zaleceniem żywieniowym są zasady sformułowane przez nieżyjącego już prof. Stanisława Bergera – tak zwane 7 „u”. Pierwszym „u” jest urozmaicenie. Nie ma jednego produktu, który miałby wszystko, czego organizm potrzebuje. Warzywa i owoce są świetnym źródłem witamin i składników mineralnych, a także błonnika. Produkty mleczne są bogate w wapń i pełnowartościowe białko. Mięso ma witaminę B12, a ryby kwasy omega” – mówiła w podcaście.
W Polsce, jak przekonuje prof. Filipak-Florkiewicz, powstaje wiele produktów żywnościowych o niezwykłych właściwościach odżywczych i prozdrowotnych.
„To m.in. jabłka, owoce jagodowe, warzywa kapustne, produkty mleczarskie, jaja, ryby i chleb – najlepiej żytni lub pszenno-żytni z dodatkiem ziaren”.
Najlepiej, jak przekonuje, zaopatrywać się u lokalnych producentów. Nie każdy ma na to czas, można jednak umówić się z sąsiadami, że co weekend inna osoba jedzie na wieś i przywozi jedzenie dla wszystkich.
„Gdzie się zapatrywać, np. w warzywa i owoce? Poszukaj lokalnego dostawcy. Wtedy czas od momentu zebrania z pola do momentu trafienia na stół jest najkrótszy. A im dłuższy czas od zbioru do spożycia, tym większe następują straty wartości odżywczych, jest też większe prawdopodobieństwo uszkodzenia lub skażenia”.
Wspieranie lokalnych producentów to nie tylko nasze zdrowie, ale i bezpieczeństwo żywnościowe. Bezpośrednie zakupy pozwalają rolnikom ominąć pośredników i zarobić więcej.
„Najbardziej zatrważające badania mówią o tym, że rolnik dostaje jedynie 16-20 proc. tego, co płaci konsument. Z tych pieniędzy musi utrzymać swoją rodzinę i gospodarstwo. Dzięki sprzedaży bezpośredniej może otrzymać bardziej godziwą cenę za swoje wyroby”.
Jeżeli już kupujemy w marketach, warto spojrzeć na etykietę – tam znajduje się informacja, gdzie dany produkt powstał. Oprócz tego znajdziemy tam wiele wartościowych informacji.
„Mamy tam skład, ułożony w kolejności malejącej udziału w produkcie. Są tam też wymienione poszczególne składniki odżywcze, kaloryczność, a także ile dziennego zapotrzebowania na nie produkt pokrywa”.
Warto też zapoznać się z informacjami na temat terminu przydatności. Chodzi zarówno o bezpieczeństwo, jak i o to, by żywności nie marnować.
„60 proc. produkowanej żywności, która trafia na rynek polski, jest marnowane. To jest 5 milionów ton rocznie. Zanim coś wyrzucimy, warto spojrzeć czy na etykiecie jest napisane „należy spożyć do” czy „najlepiej spożyć przed”. W tym drugim przypadku, po przekroczeniu daty granicznej, produkt może mieć nieco gorsze właściwości, ale wciąż nadaje się do jedzenia. Do tej kategorii należą np. kasze, ryże itp.”
– dodaje prof. Filipiak-Florkiewicz.
